Obudziłam się jakaś smutna.Miałam ochotę po prostu się rozpłakać.Poszłam do łazienki i związałam włosy w koka oraz się umyłam.Potem ubrałam się w krótkie dresowe spodenki,bokserkę i bluzę Harrego.Po przebraniu zeszłam do mojej przyjaciółki która od razu wiedziała że coś mi jest.
-Ejj Sam co ci?Szykuj się bo niedługo trening-powiedziała moja przyjaciółka.
-Becky ja dzisiaj nie dam rady tańczyć.Chyba zostane w domu-powiedziałam a ta już chyba wiedziała o co chodzi.
-Dobra ja już będę spadać.Jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać-powiedziała i mnie przytuliła a następnie wyszła.Ja chwyciłam mój album ze zdjęciami i wyszłam na podwórko i usiadłam na drewnianej huśtawce.Nie wiem ile tam przesiedziałam ale wiem że wypłakałam co najmniej litr łez.Gdy oglądałam zdjęcia moje z rodzicami,przyjaciółmi i znajomymi z L.A .
-Hej piękna-usłyszałam za sobą głos Harrego.
-O hej-powiedziałam wycierając łzy i zamykając albumy.
-Ejj czego nie było cie na treningu?-zapytał siadając obok mnie.
-Mam gorszy dzień-powiedziałam a łza mimowolni spłynęła mi po policzku.
-Proszę cię nie płacz-powiedział i mnie przytulił.Właśnie teraz potrzebowałam jego bliskości.Siedzieliśmy tak w siebie wtuleni.
-Dziękuję-szepnęłam nadal do niego przytulona.
-Dla ciebie wszystko-powiedział i pocałował mnie w czubek głowy.Przy nim czułam się kochana.
-Harry?-zapytałam.
-Tak mała?
-Zależy ci na mnie?-zapytałam i spojrzałam mu w oczy.
-Jasne przyjaciółko-powiedział i mocniej mnie przytulił.Niestety to drugie słowo bardziej mnie zabolało......a nawet na co ja głupia liczyłam.-A tobie na mnie?-dodał.
-Oczywiście że tak-powiedziałam troszke smutniejsza.Posiedzieliśmy chwilkę jeszcze z Harrym a później on musiał jechać.
-No to do zobaczenia-powiedziałam i chciałam odejść leczo on złapał mnie za rękę.
-Sammer co ci jest?-zapytał.
-Mam zły dzień-skłamałam ale chyba uwierzył.
-Jakby coś to dzwoń-powiedział i pocałował mnie w policzek a potem odszedł.Ja pobiegłam do domu i zaczęłam płakać.Płakać bardziej niż dzisiaj rano.Nagle zadzwonił telefon~to był Louis.
-Halo?-zapytałam zapłakana.
-Ej Sammy co ci?-zapytał Tomlinson.
-Nie mam już nadziei.-powiedziałam.
-Spotkajmy się w tym parku koło galerii-powiedział i się rozłączył.Nałożyłam conversy i zaczęłam iść w stronę parku.Po drodze ciągle łzy mi się lały.Gdy zobaczyłam Louisa zaczęłam biec w jego stronę a gdy byłam przy nim rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam zachodzić się z płaczu.
-Sammer spokój już cii-powiedział głaszcząc mnie po głowie.Ja się troszkę uspokoiłam.
-Nie dam rady tak dłużej-powiedziałam.
-Musisz dać,powiedz mu co do niego czujesz.-powiedział.
-Nie dam rady Louis,chyba wyjadę do Polski-powiedziałam
-Nie możesz mu tego zrobić!-krzyknął.
-Ale przecież on do mnie nic nie czuje więc co mnie tu do cholery trzyma?!-prawie krzyknęłam.
-Ty nie jestes dla niego zwykłą przyjaciółką,bo zwykłej przyjaciółki tak nie traktuje!Nie daje jej swoich bluz,nie całuje na pożegnanie i nie rezygnuje z treningów dla niej.Ty jesteś dla niego wyjątkowa tylko on jeszcze o tym nie wie-powiedział a ja się w niego wtuliłam.
-Dziękuję Louis.....nie wiem co bym bez ciebie zrobiła-powiedziałam przytulając przyjaciela.
-Ej jakie kwiaty lubi Becky?-zapytał.Ja od razu wiedziałam że idą gdzieś razem.
-Czerwone róże-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.Potem poszliśmy na kawę a na końcu Lou odwiózł mnie do domu.
-Dzięki jeszcze raz-powiedziałam przytulając go.
-Nie ma za co a i ja też tobie dziękuję-uśmiechnął się.Poszłam do domu w której Becky już się szykowała.Doradziłam jej w kilku szczegółach a potem pojechała z Louisem na kolacje.Siedziałam tak w salonie oglądając jakiś serial aż przyszedł kurier i przyniósł mi bukiet róż i jakiś liścik"
"Samantho!
Na wstępnie mojego listu chciałbym Ci powiedzieć żebyś nie próbowała mnie rozszyfrować i zgadywać kim jestem.To ma być mała tajemnica.Chciałem ci powiedzieć że dzisiaj jak i wczoraj wyglądałaś przepięknie.Ślicznie wyglądałaś w tej za dużej bluzie....jednak twoje łzy są do nie zniesienia.Każda łza rani moje serce więc błagam nie płacz."When you're sad,don't cry........Your eyes are too beautiful to throw the salty tears"
Nieznajomy xxx"
Troche się zdziwiłam tym listem ale z drugiej strony było mi miło że dla kogoś jestem ważna.Poszłam do swojego pokoju i przejrzałam wszystkie portale społecznościowe.Jutro niedziela.....czyli trzeba się będzie spakować na wyjazd który będzie w środę.....nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
..........................................
3 kom=next
środa, 30 lipca 2014
wtorek, 29 lipca 2014
Rozdział 2 "I think about you every morning when I open my eyes...."
Rano obudziłam się o dziwo wyspana i to bez pobudki Becky.....hm..... coś mi tu nie gra.Umyłam się i ubrałam w czarne rurki,maxy i bokserkę i zeszłam po cichu na dół.Usłyszałam jak ona z kimś gadała.
-Ale Harry to się nie uda ona się o wszystkim dowie!-krzyknęła.
-No dobra postaram się nic o tym na razie nie mówić.
-Dobra no papa też cie kocham-te słowa mną wstrząsnęły.Zeszłam do kuchni i przywitałam się z przyjaciółką.
-Jak się spało?-zapytała.
-Spoko-odpowiedziałam.Nie chciałam nic mówić do niej.Po zjedzonym posiłku wzięłam torbe z rzeczami na przebranie i zeszłam do przedpokoju.
-Ja idę pa-powiedziałam.
-A gdzie?-zapytała.
-Umówiłam się z Louisem-powiedziałam i wyszłam.Zobaczyłam przez okno że posmutniała.Zadzwoniłam do marchewkowego i mieliśmy spotkać się w kawiarni.Na miejscu byłam 15 minut później.
-Hej Lou długo na mnie czekałeś?-zapytałam.
-Nie....przed chwilą przyszedłem.-odpowiedział.-Ejj Sammer co ci jest?Taka smutna jesteś-dodał.
-Zawiodłam się na Becky-powiedziałam a łza spłynęła mi po policzku.
-Czego?Co ci zrobiła?
-Gdy schodziłam po schodach usłyszałam kawałek rozmowy jej i Harrego no i gdy się żegnali powiedziała:"Dobra no papa też cie kocham" a najgorsze jest to że ja się w nim chyba zauroczyłam....tyle że jemu podoba się Beck...-powiedziałam mu wszystko.
-Oj Sam nie przejmuj się......jeżeli cię to pocieszy mi się podoba Becky i mi też jest smutno....ale damy sobie rade prawda przyjaciółko?-zapytał.Nagle coś mi przyszło do głowy i zrobiłam minę:"Chyba coś wykombinowałam"-No dobra mów-dodał.
-Poudajemy troszkę-powiedziałam i zaczęłam mu wszystko tłumaczyć.Do treningu pozostało tylko 5 minut a ja z Lou wchodziliśmy właśnie do studia.Louis wziął mnie na barana i wbiegł do sali a ja się z niego śmiałam na cały głos.Wszyscy patrzyli się na nas jak na wariatów a Harry i Becky mrozili nas wzrokiem.Ja byłam głównym choreografem więc poszłam się przebrać i gdy wróciłam zaczęłam pokazywać im układ.Po godzinie postanowiłam zrobić im przerwę.
-Dobra teraz macie 15 minutową przerwę!-krzyknęłam i pociągnęłam Louisa w kąt sali.
-Chyba nam się udało-szepnął mi do ucha.-Zaśmiej się teraz i mnie przytul-dodał a ja tak uczyniłam.Louis objął mnie w pasie i poszliśmy w stronę Liama,Nialla i Zayna.
-No Lou ty już musiałeś się czepić biednej Sam?-zapytał ze śmiechem Zayn.
-No proste-powiedział i dał mi całusa w policzek.Tylko my wiedzieliśmy że to jest na niby.
-On to zawsze ma farta...-powiedział Nialler.
-Oj Niall.....jestem pewna że gdzieś na świecie jest twoja wymarzona dziewczyna i na ciebie czeka-pocieszyłam go.-A co tam u Daniell?-zapytałam Liama.
-Znasz ją?
-Tak chodziłyśmy razem do szkoły w L.A-zaśmiałam się-Prawda Becky?!-krzyknęłam w stronę przyjaciółki która gadała ciągle z Harrym.
-Tak!ona jest niesamowita!-odkrzyknęła.Potem postanowiliśmy pójść do nich.
-Co tam u was?-zapytał Louis przytulając mnie.
-A dobrze...-powiedział Harry.Dopiero teraz zobaczyłam że moja przyjaciółka ma zaczerwienione oczy.Pociągnęłam ją i wyszłyśmy z sali.
-Becky co jest?-zapytałam.
-Ty serio jeszcze nie wiesz?-zapytała zapłakana.
-No nie?Może mi powiesz?
-Kurwa kocham Louisa zadowolona?!-wydarła się.
-To po jaką cholerę jesteś z Harrym?!-powtórzyłam jej czynność.
-Ja z nim nie jestem.....to mój brat przyrodni!-krzyknęła i zsunęła się po ścianie.
-Boże Becky przepraszam......po prostu załamałam się gdy usłyszałam kawałek rozmowy twojej i Harrego no i wiesz......wymyśliliśmy z Louisem że poudajemy przed wami pare-powiedziałam przytulając ją.
-Ty go kochasz prawda?-zapytała a ja wiedziałam że chodzi o Harrego więc łzy spłynęły mi po policzkach.-Widzę jak na niego patrzysz.......-dodała.
-Może i jestem w nim zakochana ale to nic nie znaczy-powiedziałam udając twardą.Gdy się ogarnęłyśmy weszłyśmy do środka.Wyjaśniłam wszystko Tomlinsonowi na osobności i powiedzieliśmy wszystkim że to był dowcip.Po treningu poszłam się przebrać i wyszłam sama ze studia bo moja przyjaciółka musiała pojechać załatwić jedną rzecz.
-Sammer!-usłyszałam krzyk Hazzy za sobą więc się zatrzymałam.
-Tak?-zapytałam.
-Dzisiejsza kolacja jest aktualna prawda?-zapytał.
-Em....Harry może nie idźmy na kolacje tylko do jakiegoś pabu na piwo?-zapytałam.Zdziwił się moją odpowiedzią.
-Okej nawet lepiej bez tej całej oficjalności więc przyjde po ciebie o 8:00 (20:00)-powiedział.-Podwioze cię-dodał ciągnąc mnie za rękę w stronę samochodu.
-Harry.....przejde się-powiedziałam ale on postawił sprawę jasno i wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego samochodu-Ejj to nie fair!-krzyknęłam.
-Kto powiedział że życie jest fair słonko-zaśmiał sie i ruszył w stronę mojego mieszkanka.Na miejscu otworzył mi drzwi i podprowadził pod drzwi.
-Dziękuję choć nie musiałeś-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Ale dla mnie to przyjemność-powiedział.
-No to ja będę iść papa-powiedziałam a on pocałował mnie w policzek i odszedł.Pobiegłam szybko na górę i ubrałam się w to:
-Ale Harry to się nie uda ona się o wszystkim dowie!-krzyknęła.
-No dobra postaram się nic o tym na razie nie mówić.
-Dobra no papa też cie kocham-te słowa mną wstrząsnęły.Zeszłam do kuchni i przywitałam się z przyjaciółką.
-Jak się spało?-zapytała.
-Spoko-odpowiedziałam.Nie chciałam nic mówić do niej.Po zjedzonym posiłku wzięłam torbe z rzeczami na przebranie i zeszłam do przedpokoju.
-Ja idę pa-powiedziałam.
-A gdzie?-zapytała.
-Umówiłam się z Louisem-powiedziałam i wyszłam.Zobaczyłam przez okno że posmutniała.Zadzwoniłam do marchewkowego i mieliśmy spotkać się w kawiarni.Na miejscu byłam 15 minut później.
-Hej Lou długo na mnie czekałeś?-zapytałam.
-Nie....przed chwilą przyszedłem.-odpowiedział.-Ejj Sammer co ci jest?Taka smutna jesteś-dodał.
-Zawiodłam się na Becky-powiedziałam a łza spłynęła mi po policzku.
-Czego?Co ci zrobiła?
-Gdy schodziłam po schodach usłyszałam kawałek rozmowy jej i Harrego no i gdy się żegnali powiedziała:"Dobra no papa też cie kocham" a najgorsze jest to że ja się w nim chyba zauroczyłam....tyle że jemu podoba się Beck...-powiedziałam mu wszystko.
-Oj Sam nie przejmuj się......jeżeli cię to pocieszy mi się podoba Becky i mi też jest smutno....ale damy sobie rade prawda przyjaciółko?-zapytał.Nagle coś mi przyszło do głowy i zrobiłam minę:"Chyba coś wykombinowałam"-No dobra mów-dodał.
-Poudajemy troszkę-powiedziałam i zaczęłam mu wszystko tłumaczyć.Do treningu pozostało tylko 5 minut a ja z Lou wchodziliśmy właśnie do studia.Louis wziął mnie na barana i wbiegł do sali a ja się z niego śmiałam na cały głos.Wszyscy patrzyli się na nas jak na wariatów a Harry i Becky mrozili nas wzrokiem.Ja byłam głównym choreografem więc poszłam się przebrać i gdy wróciłam zaczęłam pokazywać im układ.Po godzinie postanowiłam zrobić im przerwę.
-Dobra teraz macie 15 minutową przerwę!-krzyknęłam i pociągnęłam Louisa w kąt sali.
-Chyba nam się udało-szepnął mi do ucha.-Zaśmiej się teraz i mnie przytul-dodał a ja tak uczyniłam.Louis objął mnie w pasie i poszliśmy w stronę Liama,Nialla i Zayna.
-No Lou ty już musiałeś się czepić biednej Sam?-zapytał ze śmiechem Zayn.
-No proste-powiedział i dał mi całusa w policzek.Tylko my wiedzieliśmy że to jest na niby.
-On to zawsze ma farta...-powiedział Nialler.
-Oj Niall.....jestem pewna że gdzieś na świecie jest twoja wymarzona dziewczyna i na ciebie czeka-pocieszyłam go.-A co tam u Daniell?-zapytałam Liama.
-Znasz ją?
-Tak chodziłyśmy razem do szkoły w L.A-zaśmiałam się-Prawda Becky?!-krzyknęłam w stronę przyjaciółki która gadała ciągle z Harrym.
-Tak!ona jest niesamowita!-odkrzyknęła.Potem postanowiliśmy pójść do nich.
-Co tam u was?-zapytał Louis przytulając mnie.
-A dobrze...-powiedział Harry.Dopiero teraz zobaczyłam że moja przyjaciółka ma zaczerwienione oczy.Pociągnęłam ją i wyszłyśmy z sali.
-Becky co jest?-zapytałam.
-Ty serio jeszcze nie wiesz?-zapytała zapłakana.
-No nie?Może mi powiesz?
-Kurwa kocham Louisa zadowolona?!-wydarła się.
-To po jaką cholerę jesteś z Harrym?!-powtórzyłam jej czynność.
-Ja z nim nie jestem.....to mój brat przyrodni!-krzyknęła i zsunęła się po ścianie.
-Boże Becky przepraszam......po prostu załamałam się gdy usłyszałam kawałek rozmowy twojej i Harrego no i wiesz......wymyśliliśmy z Louisem że poudajemy przed wami pare-powiedziałam przytulając ją.
-Ty go kochasz prawda?-zapytała a ja wiedziałam że chodzi o Harrego więc łzy spłynęły mi po policzkach.-Widzę jak na niego patrzysz.......-dodała.
-Może i jestem w nim zakochana ale to nic nie znaczy-powiedziałam udając twardą.Gdy się ogarnęłyśmy weszłyśmy do środka.Wyjaśniłam wszystko Tomlinsonowi na osobności i powiedzieliśmy wszystkim że to był dowcip.Po treningu poszłam się przebrać i wyszłam sama ze studia bo moja przyjaciółka musiała pojechać załatwić jedną rzecz.
-Sammer!-usłyszałam krzyk Hazzy za sobą więc się zatrzymałam.
-Tak?-zapytałam.
-Dzisiejsza kolacja jest aktualna prawda?-zapytał.
-Em....Harry może nie idźmy na kolacje tylko do jakiegoś pabu na piwo?-zapytałam.Zdziwił się moją odpowiedzią.
-Okej nawet lepiej bez tej całej oficjalności więc przyjde po ciebie o 8:00 (20:00)-powiedział.-Podwioze cię-dodał ciągnąc mnie za rękę w stronę samochodu.
-Harry.....przejde się-powiedziałam ale on postawił sprawę jasno i wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego samochodu-Ejj to nie fair!-krzyknęłam.
-Kto powiedział że życie jest fair słonko-zaśmiał sie i ruszył w stronę mojego mieszkanka.Na miejscu otworzył mi drzwi i podprowadził pod drzwi.
-Dziękuję choć nie musiałeś-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Ale dla mnie to przyjemność-powiedział.
-No to ja będę iść papa-powiedziałam a on pocałował mnie w policzek i odszedł.Pobiegłam szybko na górę i ubrałam się w to:
i zeszłam na dół do salonu.
-Samantho gdzie to się wybierasz?-zagrodziła mi przejście Becky.
-Idę na piwo z Harrym-powiedziałam a ta zaczęła piszczeć i skakać.
-Dobra ogarnij już dupe i powiedz jak wyglądam?-zapytałam.
-Wyglądasz prześlicznie-powiedziała i mnie przytuliła.Chwilę później dobiegł do nas dzwonek do drzwi.Próbowałam pójść otworzyć ale prześcignęła mnie Becky.
-Ooo Harry!Ty pewnie przyszedłeś po Sammy?-zapytała.
-Tak-zaśmiał się.
-Ma wrócić przed pierwszą bo inaczej nogi z dupy powyrywam-powiedziała i zmierzyła go wzrokiem a ja wybuchnęłam śmiechem.Po kazaniu mojej przyjaciółki poszliśmy do samochodu.
-Przepraszam cię za nią.......czasami jej coś odpierdziela-zaśmiałam się.
-Nic się nie stało.Hmm....może zamiast do pabu na piwo zabiorę cię w jedno wyjątkowe miejsce?-zapytał.
-Jasne-uśmiechnęłam się.Cała podróż zajęła nam 30 minut.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałam.
-Na wybrzeżu-odpowiedział.-Przejdziemy się?-dodał.
-Oczywiście-odpowiedziałam.Spacerowaliśmy dobie po plaży.Co chwila przechodziły po mnie dreszcze bo było chłodno.
-Zimno ci?-zapytał zdejmując bluze.
-Harry nie musisz dawać mi swojej bluzy-powiedziałam ale on oczywiście mi ją nałożył.To co że sięgała mi do połowy uda......-Dziękuję-dodałam i go przytuliłam.Chodziliśmy tak wtuleni w siebie.Jednak nie.....nic do niego nie czuję......może tylko miłość.Chodziliśmy tak wzdłuż morza.
-Niedługo zaczyna się trasa koncertowa,ale wcześniej chcemy przyjechać tutaj na jakieś 2 tygodnie......chcecie jechać z nami?-zapytał.
-Ja z wielką chęcią a Becky pewnie też-uśmiechnęłam się.Chwilkę później zaczęliśmy wracać.Droga powrotna minęła nam super.Gdy leciała jakaś znana nam piosenka darliśmy ryja a potem się śmieliśmy.Gdy byliśmy na miejscu Hazz otworzył mi drzwi i zmierzaliśmy w kierunku domu.
-Dziękuję za ten wieczór-powiedziałam.
-Ja tobie też za miłe spędzenie czasu-odpowiedział przytulając mnie.Staliśmy tak przytuleni nie wiem może 5 albo 10 minut ale w jego ramionach mogłabym spędzić całe życie.Gdy się od siebie oderwaliśmy pocałowałam go w policzek i jeszcze raz przytuliłam.
-No to do jutra-powiedziałam.-A Harry twoja bluza-powiedziałam zdejmując ją.
-Zostaw ją sobie-powiedział i uśmiechnął się uroczo.Weszłam uśmiechnięta do domu.
-O Sammer nareszcie wróciłaś-powiedziała moja przyjaciółka.-Ejj chyba coś mnie ominęło-dodała i wskazała na bluzę Hazzy.
-Było mi zimno-powiedziałam.Opowiedziałam wszystko przyjaciółce.
-On jest w tobie zakochany-powiedziała.
-Czego tak sądzisz?-zapytałam.
-Bo tylko ciebie na pierwszą randkę zabrał nad morze i tylko tobie dał swoją ulubioną bluzę-powiedziała.
-Ale jakby to była nawet prawda to i tak nie bylibyśmy razem bo nie odważę sie mu tego powiedzieć-odpowiedziałam.
-Zobaczysz wkrótce wszystko się ułoży-pocieszyła mnie przyjaciółka i przytuliła.
-A właśnie!Za tydzień jedziemy na małe wakacje nad morze-uśmiechnęłam się.
-Oooo super!-krzyknęła.Pogadałyśmy jeszcze trochę i położyłyśmy się spać....
...............................
Mam nadzieję że podobał wam się drugi rozdział......dziękuję za te 3 komentarze pod ostatnim postem.I również dziękuję za 300 wyświetleń na blogu <3.
NASTĘPNY ROZDZIAŁ ZA 2 KOMENTARZE <3
niedziela, 27 lipca 2014
Rozdział 1 "I did not think that there are such a nice girl ..."
-Sammer głupku wstawaj!-taką właśnie miałam od dzisiaj pobudkę ze strony mojej przyjaciółki.
-Idź stąd tępaku i daj mi spać!-krzyknęłam na nią i zakryłam się kołdrą.Po chwili moja kochana Becky zdjęła ze mnie okrycie i wyciągnęła mnie za nogę z łóżka.-Masz 3 sekundy życia-dodałam i otworzyłam oczy ale jej nie było.Zaczęłam ganiać ją po całym domu w za dużej koszuli mojego byłego chłopaka.W kuchni nasz maraton zakończył się.
-Dobra sorki zrobię ci za to śniadanie-powiedziała a ja pobiegłam do łazienki.Odbyłam poranną toaletę i zaszłam do garderoby po jakieś ubranie.Postawiłam na to:
i zrobiłam do tego lekki makijaż a włosy spięłam w niechlujnego kłosa.Po przyjrzeniu się w lustrze zbiegłam na dół do Becky która była ubrana w to:
i dopiero skończyła robić śniadanie.
-Ile razy już mówiłam że robisz najlepsze naleśniki na świecie?-zapytałam przyjaciółkę.
-Ojj troszke by się tego naliczyło-zaśmiała się.-Gdzie dzisiaj idziemy?-dodała.
-Ja chciałam pójść do galerii a potem na jakąś kawę.-odpowiedziałam.
-Okey a kiedy rozglądamy się za jakąś pracą?-zapytała a mnie olśniło.
-Ejj ale przecież mój wujek no wiesz wujek Simon pracuje w Syco Music!Może załatwi nam jakąś prace jako tancerki jakiegoś zespołu-podzieliłam się z moją myślą z przyjaciółką.
-Ejj dobry pomysł-poparła mnie.Zjadłyśmy i pojechałyśmy do galerii.Kupiłyśmy sobie kilka nowych ubrań i poszłyśmy do kawiarni.Muszę że jak na kawiarnię to było sporo ludzi.
-Ejj Sam zobacz tych dwóch się na nas ciągle gapi-powiedziała moja przyjaciółka.
-Mmmm nawet przystojni-powiedziałam i poruszyłam śmiesznie brwiami a potem wybuchnęłyśmy śmiechem.
Ciągle gadałyśmy i się śmiałyśmy.Po chwili do kawiarni wszedł.......wujek Simon?Co on tu robi.
-Ejj Summer to chyba twój wujek-powiedziała Becky.Wstałam z miejsca i przeszłam obok niego i tych dwóch kolesi a Cowell mnie zatrzymał.
-Samantha?-zapytał.
-Wujek!-krzyknęłam i zawiesiłam mu się na szyi.
-Ale wyrosłaś......gdzie zgubiłaś Becky?-zapytał.
-Tam siedzi i śmieje się-powiedziałam wskazując na przyjaciółke a ta po chwili była obok mnie.
-A dziewczyny poznajcie Harrego i Louisa moich podopiecznych z zespołu-przedstawił nas.
-Siemson-zaśmiałam się.Gdy moja przyjaciółka również się przedstawiła zaczęliśmy rozmawiać.
-Wujku jak bardzo mnie kochasz?-zapytałam brata mojego taty robiąc oczy ze shreka.
-No mów czego potrzebujesz-powiedział zrezygnowali a Hazz,Lou i Beck tłumili w sobie śmiech.
-Mógłbyś załatwić mi i Becky pracę jako tancerki w jakimś zespole?-zapytałam.
-Ejj.....my potrzebujemy dwóch tancerek bo Polly i Ellie zwolniły się.-powiedział Louis.
-O widzisz nawet nic nie musiałem mówić-powiedział Simon wskazując na chłopaków.Dogadaliśmy się w kwestii tego gdzie i o której są treningi i wymieniliśmy się numerami telefonu.
-Dobra ja muszę spadać bo Luke ma przyjechać-powiedziała moja przyjaciółka a Louis się lekko zasmucił.
-Ooo ja też chcę go zobaczyć!Muszę zbić tego twojego pięknego kuzyna-powiedziałam.
-Ale on chce pogadać chwilę w cztery oczy więc pa-powiedziała i cmoknęła mnie w policzek i przytuliła chłopaków.
-Becky podwieźć cię?-zapytał Louis.
-Jak to nie problem?-zapytała i poszli.
-Idziemy się przejść?-zapytał a ja kiwnęłam głową.
-Jak myślisz coś jest pomiędzy Lou a Beck?-zapytałam.
-Hahahaha szczerze to nie wiem-odpowiedział.-Skąd jesteś?Bo na pewno nie z Anglii.-dodał.
-Jestem z L.A-odpowiedziałam.
-Nie wiedziałem że tam są takie ładne dziewczyny jak ty-powiedział a ja się zarumieniłam więc spuściłam głowę w dół.-Nie wstydź się rumieńców przecież są urocze-dodał odgarniając moje włosy.
-Oj Harry nie słódź mi tak-zaśmiałam się.
-Co powiesz na kolacje jutro o 6 (18:00)?-zapytał.
-Z wielką przyjemnością-zaśmiałam się.Podeszliśmy pod mój dom.
-Dzięki za spędzony miło czas.-powiedziałam.
-Nie ma za co-odpowiedział i mnie przytulił.Muszę przyznać że ma świetne perfumy.
-A więc do jutra-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek a następnie weszłam do domu.
-Samantho Claudio Victorio Cowell co to miało być!-krzyknęła Becky.-Pocałowałaś go!-krzyknęła.
-Po pierwsze nie drzyj mordy,po drugie to był tylko przyjacielski buziak-powiedziałam.
-Taa ja już znam twoje przyjacielskie buziaki-mruknął ktoś za moimi plecami.To był Luke.
-Lukas!!!-krzyknęłam i przytuliłam się do kuzyna mojej przyjaciółki.
-Wow ale wyrosłaś-powiedział.
-Ty też nie jesteś mi dłużny-zaśmiałam się.
-Sorki ale chłopaki się niepokoją więc do zobaczenia na najbliższym koncercie-zaśmiał się i wyszedł.
-Dobra głupku ja juz idę spać bo jutro trzeba rano wstać-zaśmiałam się i pocałowałam w polik Becky.
-Dobranoc debilu-powiedziała.Poszłam na górę,zmyłam makijaż i przebrałam się w za dużą koszulę mojego byłego i zasnęłam.
.................................
No więc jest 1 rozdział......mam nadzieję że zapoznaliście się z bohaterami żeby nie było nieporozumień.Następny rozdział pojawi się jeżeli pod tym postem będą 3 komentarze.
Miłego czytania <3
-Dobra ja muszę spadać bo Luke ma przyjechać-powiedziała moja przyjaciółka a Louis się lekko zasmucił.
-Ooo ja też chcę go zobaczyć!Muszę zbić tego twojego pięknego kuzyna-powiedziałam.
-Ale on chce pogadać chwilę w cztery oczy więc pa-powiedziała i cmoknęła mnie w policzek i przytuliła chłopaków.
-Becky podwieźć cię?-zapytał Louis.
-Jak to nie problem?-zapytała i poszli.
-Idziemy się przejść?-zapytał a ja kiwnęłam głową.
-Jak myślisz coś jest pomiędzy Lou a Beck?-zapytałam.
-Hahahaha szczerze to nie wiem-odpowiedział.-Skąd jesteś?Bo na pewno nie z Anglii.-dodał.
-Jestem z L.A-odpowiedziałam.
-Nie wiedziałem że tam są takie ładne dziewczyny jak ty-powiedział a ja się zarumieniłam więc spuściłam głowę w dół.-Nie wstydź się rumieńców przecież są urocze-dodał odgarniając moje włosy.
-Oj Harry nie słódź mi tak-zaśmiałam się.
-Co powiesz na kolacje jutro o 6 (18:00)?-zapytał.
-Z wielką przyjemnością-zaśmiałam się.Podeszliśmy pod mój dom.
-Dzięki za spędzony miło czas.-powiedziałam.
-Nie ma za co-odpowiedział i mnie przytulił.Muszę przyznać że ma świetne perfumy.
-A więc do jutra-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek a następnie weszłam do domu.
-Samantho Claudio Victorio Cowell co to miało być!-krzyknęła Becky.-Pocałowałaś go!-krzyknęła.
-Po pierwsze nie drzyj mordy,po drugie to był tylko przyjacielski buziak-powiedziałam.
-Taa ja już znam twoje przyjacielskie buziaki-mruknął ktoś za moimi plecami.To był Luke.
-Lukas!!!-krzyknęłam i przytuliłam się do kuzyna mojej przyjaciółki.
-Wow ale wyrosłaś-powiedział.
-Ty też nie jesteś mi dłużny-zaśmiałam się.
-Sorki ale chłopaki się niepokoją więc do zobaczenia na najbliższym koncercie-zaśmiał się i wyszedł.
-Dobra głupku ja juz idę spać bo jutro trzeba rano wstać-zaśmiałam się i pocałowałam w polik Becky.
-Dobranoc debilu-powiedziała.Poszłam na górę,zmyłam makijaż i przebrałam się w za dużą koszulę mojego byłego i zasnęłam.
.................................
No więc jest 1 rozdział......mam nadzieję że zapoznaliście się z bohaterami żeby nie było nieporozumień.Następny rozdział pojawi się jeżeli pod tym postem będą 3 komentarze.
Miłego czytania <3
Bohaterowie
Barbara Palvin jako Samantha Cowell
Lucy Hale jako Becky Evens
One Direction jako oni sami
Postacie czasowe:
Simon Cowell jako on sam
Luke Hemmings jako on sam
Postacie będą pojawiały się regularnie :)
Prolog
Londyn......miejsce gdzie muszę zacząć wszystko od nowa.Musiałam wyjechać ze słonecznego L..A,musiałam zostawić przyjaciół,rodzinę, chłopaka bo musiałam zacząć pracować.Niedawno straciłam rodziców i siostrę.Została przy mnie tylko Becky moja najlepsza przyjaciółka która również ze mną wyjeżdża.To co że zawsze żyło mi się jak najlepiej ale chce zacząć zarabiać na przyszłość.Rodzice zostawili mi dogodny majątek,ale gdy wszystko wydam nie chce zostać bez grosza....
Może od początku.....mam na imię Samatha ale mówią mi Summer,Sami,Sam....
Teraz ja i Becky siedzimy w samolocie do tego deszczowego miasta...
................................
Prolog krótki ale w miarę zrozumiały moim zdaniem.1 rozdział pojawi się niebawem.Mam nadzieję że Wam się podoba.Jakbyście mogli to zostawcie kilka komentarzy pod tym postem.
Może od początku.....mam na imię Samatha ale mówią mi Summer,Sami,Sam....
Teraz ja i Becky siedzimy w samolocie do tego deszczowego miasta...
................................
Prolog krótki ale w miarę zrozumiały moim zdaniem.1 rozdział pojawi się niebawem.Mam nadzieję że Wam się podoba.Jakbyście mogli to zostawcie kilka komentarzy pod tym postem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







